08 lipca 2016

"Kobieta powinna mieć dwie cechy: być klasyczną i zachwycającą"

Witajcie kochani
Od ostatniego wpisu trochę się u mnie zmieniło, po pierwsze mój styl. A raczej moje myślenie. Zawsze uwielbiałam ubierać się inaczej od dziewczynek w moim wieku. Ja kochałam sukienki do kolan i urocze balerinki. Kocham je do dziś. Ale wtedy nie byłam na tyle odważna, chociaż zdarzały się takie momenty. Oczywiście wiązało się to z krytyką, bo jakże mogę próbować wyjść poza nawias spodni i bluzy. Teraz myślę inaczej, opinia innych ludzi nie jest dla mnie już ważna. Chcę pokazać siebie i to w czym czuję się spełniona. 
Bardzo podoba mi się styl kobiet XX wieku zaczynając od Coco Chanel, która zapoczątkowała cały świat mody. Proste spodnie w męskim stylu, pudełkowate żakiety oraz nasza znana i lubiana "mała czarna". 



Uwielbiam filmy o modzie dlatego niedługo będzie wpis o nich. Kiedyś marzyłam by zostać projektantką mody, to marzenie zostało mi do dziś. Jednak patrząc na ówczesną modę, na to co jest dziś modne, to stwierdzam, że nie nadawałabym się na to. Chyba, że dla wyższej sfery, która lubowała by się w kreacjach haute couture i stylu XX wieku. 
Od dnia dzisiejszego mam zamiar zacząć nosić to w czym czuję się najlepiej i co kocham. Witajcie urocze sukienki! Więcej Wam nie powiem, zobaczycie sami.

Miłego dnia! 
Buziaki 

12 czerwca 2016

Podróże małe i duże: Wakacje spod znku "Sorry we are closed"

Witajcie kochani!
Już wróciłam z Malty, miałam zrobić dla Was kilka postów ze stylizacjami, ale nie miałam chwili czasu. Ten wyjazd nie był leżeniem i obijaniem się. Codzienne zwiedzanie, wczesne wstawanie i trochę latania. To były cudowne wakacje. No dobra, plaża też była. Skąd taki zabawny tytuł? Zaraz Wam opowiem. Malta to piękne małe, bardzo małe państewko, pełne uroku i wspaniałości, ale... Wszystko jest tam zamykane o 17 (!). Oprócz knajp i klubów no i małych sklepików. Wyobraźcie sobie.. Wstajecie wczesnym rankiem by zdążyć na śniadanie co jest nieludzkie w wakacje, bo przecież chcecie spać do południa! Po śniadaniu wsiadacie do Mikrusa (cudowny Nissan Micra 2016 rok, jeszcze pachnący nowością. A może to była trawka? Tak to chyba była trawka ) i jedziecie zwiedzać zabytki, jeden, drugi, potem obiad i chcecie zwiedzać trzeci. A tu BUM wszystko zamknięte co do sekundy. Z nadzieją ruszacie dalej, ale ona też umiera. Z rozżalenia upijacie się w barze... Żartowałam, alkohol był za drogi.
No i tak niestety było przez pierwszych kilka dni, bo ciężko walczyć z nadzieją.
Jednak najgorsza, a zarazem najśmieszniejsza historia wydarzyła się na Comino. Wyspie oddalonej o kilka kilometrów, na którą można dostać się tylko statkiem. Comino to piękna wyspa przy której mieści się wszystkim znane Blue Lagoon, które naprawdę jest tak błękitne jak mówią. I słone. Jak zupa, albo woda po ogórkach. Poza tą piękną wodą była tam wieża, na którą bardzo chcieliśmy się wspiąć. Ale woda wygrała i najpierw zajeliśmy się nią. Więc wylegiwaliśmy się i pływaliśmy, aż tu naszła nas ochota na wieżę. Muszę tu wspomnieć, że na wyspie mieszka jedna rodzina, która opiekuje się nią i zamkiem. Kiedy zamek jest otwarty? Wtedy kiedy powiewa flaga z jego szczytu. Ptrzymy w górę, tak, flaga jest! No to wspinamy się. Droga była kamienista, pełna jaszczurek i stromych zboczy. Szliśmy tak 20 minut, sapiąc i oglądając wspaniałe widoki.




Wreszcie 15 jaszczurek później dotarliśmy na szczyt. Patrzymy w górę, a tam co? Brak flagi. Rodzina, która 15 sekund wcześniej zamknęła wieżę odjeżdża sobie obsypując nas kurzem i naszą zdeptaną nadzieją. Dzięki jedyna rodzino na Comino! Miło było Was poznać. Śmiem dodać, że nie była to 17 godzina, a 15:30. No ale jedyna rodzina na wyspie ma swoje prawa...




Blue Lagoon



Buziaki! 

22 maja 2016

Myśl dobrze ➡ żyj jeszcze lepiej

Witajcie!
Dziś o tym jak pozytywne myślenie jest ważne i daje dużego kopa.



Kiedyś byłam straszną pesymistką, której nic w życiu nie wychodziło. Nawet kontakty z ludźmi. Zawsze wydawało mi się, że jestem od kogoś gorsza. Miałam niskie poczucie własnej wartości. Wiele czynników się do tego przyczyniło, ale to stare dzieje. Nie ma co przynudzać. Było źle, było, było i nagle bum. W moje ręce wpadła książka, która odmieniła moje życie. Niby nikt nie wierzy w powiedzonka 'ta książka odmieniła moje życie', no bo jak kilkadziesiąt stron zapisanego papieru może odmienić czyjś los?
Książka napisana jakby moją własną ręką, moje własne myśli i spostrzeżenia. Tylko jeszcze nie odnalezione. Od chwili przeczytania jej moje życie zmieniło bieg. Inaczej myślałam, mówiłam, marzyłam. A te rzeczy się po prostu spełniały. Wcale nie jestem w czepku urodzona. Sama przyciągnęłam to szczęście.
"To był późny wieczór. Ujrzałam spadającą maleńką gwiazdkę, a może to ufo? Coś spadało, a jak spada to musi być życzenie! Chcę mężczyzny wspaniałego! Taki, który wytrzyma z choleryczką, histeryczką i ignorantką w jednym. Zacisnęłam kciuki i odetchnęłam głęboko" I spotkałam takiego. Kilka miesięcy później ujrzałam go ubłoconego jak nie wiem co. Uśmiechał się ładnie i zagadywał. A byłam bez makijażu! No i też cała w błocie.
Wymarzyłam jego sobie, przy zdmuchiwaniu urodzinowych świeczek też o nim myślałam. I tak za niedługo stukną nam trzy latka.
Kolejna rzecz jest bardziej fizyczna niż mentalna. Każdy z Was zna konkursy. Te z Facebooka czy instagrama. Na początku śmiech, jak tu w takich konkursach wygrać jak to same kłamstwa. Ale wygrałam jeden, drugi, trzeci. Buty za 800 zł? Yes, please! I już w moich łapkach. Kosmetyki za grubo ponad kilka stówek? Z Kataru leciały do tych moich Świebodzic. A ostatnio nawet rower wpadł w moje łapki. A znajomi tylko dzwonią i pytają 'Gośka?! Co jest do cholery z tobą nie tak' No jak to co? Ja po prostu wierzę w to, że wygram. Myślę pozytywnie i tak się staje. Bo gdy myślimy pozytywnie, wierzymy, to przyciągamy do siebie to szczęście siłą woli. Ot, cała filozofia. Gdy myślisz o tym, że nie uda Ci się, że i tak nie podołasz, to tak właśnie będzie! Myśląc nie możesz używać słowa 'nie'. Nie możesz pomyśleć 'nie chcę pecha', bo to tak jak z wyszukiwarką google, jak wpiszesz 'nie chcę Justina Biebera' to wyskoczy Ci sam Justin Bieber! Bo przecież wszechświat wyłapuje tylko słowa klucze. Czyli chcę, pragnę, marzę. Proste prawda? No to zacznij od dziś! Nie od jutra! Bo do jutra może Cię ominąć wiele fajnych spraw!
I tak z człowieka pozbawionego pozytywnych myśli na swój temat stałam się osobą kochającą swoje życie, świat i wszystkich wokół. A Ci co źle życzą niech pamiętają: karma wraca. A ona bywa okrutna. Ale o karmie innym razem. Bo ona też dużo uczyniła w moim życiu. Buziaki!

13 maja 2016

Hand Made: Wiązane sandałki

Cześć kochani!
Dziś witam Was z moim małym DIY, te z Was, które interesują się modą, mogły pewnie już zauważyć nowy trend jakim są wiązane sandałki z pięknymi zawieszkami, kolorowymi pomponami i frędzelkami czyli chwostami. Mnie urzekły od samego początku gdy je ujrzałam. No może poza tymi pomponami, bo to jednak nie mój styl. Ale te zawieszki i chwosty. No cud, miód! Takie wakacyjne.
Od razu do mojej małej pracowitej główki wpadł pomysł wykonania samodzielnie takich sandałków. Nie lubię przepłacać za coś co mogę wykonać sama. Oczywiście moje sandałki są jak najbardziej mojego projektu, wykonane przeze mnie i jedyne w swoim rodzaju. No, póki, któraś z Was nie zapragnie też takich wykonać. 
Inspiracje:


Wykonanie ich jest banalnie proste.Wystarczy kupić zwykłe wiązane rzymianki, bądź pielgrzymianki jak kto woli. Ja swoje kupiłam u Górala na allegro za 20 zł, do tego jakie tylko zapragniemy zawieszki, pomponiki i chwosty. Ja kupiłam na stronie www.pasart.pl szybka przesyłka, a zawieszki cudowne. Mogę polecić ich sklep, bo ich przedmioty są naprawdę piękne. Wszystkie chwosty i zawieszki przyczepiamy do kółeczek następnie wsuwamy na rzemyki. Banalne prawda? A jakie piękne! Tak prezentują się moje cudeńka. Jak tylko któraś z Was też takie zrobi to chwalcie się zdjęciami. A już niedługo stylizacja z nimi prosto z Malty. Buziaki! 

Podróże małe i duże: Malta

Cześć kochani!
Wreszcie jestem po maturach, więc wracam na bloga! Miłego czytania. 
Muszę się Wam pochwalić. Za kilkanaście dni lecę na Maltę! Nigdy jeszcze nie byłam na wakacjach w ciepłych krajach, a tu proszę, od razu piękna Malta. Od dnia zakupu biletów na samolot zaczęłam już w głowie planować rzeczy na wyjazd. Nowe bikini, jakaś torba plażowa? 
Powiem szczerze, że trochę boję się zmiany klimatu, jako że mój organizm jest bardzo wrażliwy i wybredny. Oczywiście w apteczkę się zaopatrzę w pierwszej kolejności. 
Zaczynając po kolei: znaleźliśmy tanie bilety lotnicze na samolot Rayanair, następnie szukaliśmy pokoju/mieszkania/hotelu. W pierwszej wersji mieliśmy mieszkać u prywatnych ludzi za darmo, taka zabawa nazywa się Couch Surfing ideą jest po prostu mieszkanie przez dwa, trzy dni u ludzi całkowicie za darmo. Mieliśmy nawet kontakt z jednym Polakiem, jednak po dłuższym zastanowieniu zdecydowaliśmy się na hotel. Wynajęliśmy ładny pokój w hotelu z tarasem i pięknym widokiem. Ale wiem na pewno, że kiedyś wybierzemy się w podróż, gdzie będziemy mieszkać u ludzi, jeździć autobusami i żyć tylko z jednym plecakiem. To dopiero będzie zabawa.
I sprawdzian wytrzymałości fizycznej jak i psychicznej. Po kupieniu biletów zorientowaliśmy się, że ubezpieczenie bagażu kosztuje 200 zł w jedną stronę... Więc pakujemy się w dwa podręczne! Nie mam zamiaru płacić 400 zł za walizkę, wolę te pieniądze przeznaczyć na zabawę na Malcie. 
Walizka stoi i czeka, aż zapakuję w nią wszystko co już zdążyłam uzbierać, a jest tego niemało. Na drugi dzień po kupnie biletów zdążyłam obskoczyć wszystkie lumpeksy i wyszukać takie perełki jak cienkie, przewiewne kombinezony czy krótkie spodenki. Jak już wpadłam w szał zakupowy tak teraz mam problem, które rzeczy wziąć, a które zostawić. Także czeka mnie trudny wybór, mogę zabrać tylko 10 kilogramów. Poniżej przedstawiam Wam zdjęcie pięknej Malty, którą podbiję już za 16 dni!


A oto kilka setów przygotowanych z okazji wyjazdu. Już nie mogę się doczekać!   









Buziaki kochani! 
xoxo